Kodeks blogerów – blogerzy

By | 17 października 2013

Media rozwijają się dynamicznie, przeszliśmy od mediów tworzonych przez zespoły redakcyjne do mediów indywidualnych. Twórcą i jednocześnie wydawcą stał się zwykły człowiek. Bez przygotowania zawodowego, bez praktyki. Kiedyś młodego dziennikarza, starsi koledzy wprowadzali w meandry zawodu. Uczyli, co może, jakie ma prawa i obowiązki. Ma wykonywać swój zawód etycznie, ponieważ praca dziennikarza łączyła się z pełnieniem ważnej społecznej misji. Młodzi adepci dziennikarstwa ucząc się warsztatu dziennikarskiego jednocześnie poznawali kodeks zawodowy i etyczny. To co wiąże się z pracą dziennikarską, czyli  ochrona źródła informacji oraz tego, że zawsze muszą mieć dowody pozwalające im, udowodnić prawdę w swoich tekstach. Były to idealne warunki, ale powiedzmy sobie szczerze dziennikarze, zanim otrzymywali przywilej pisania uczyli się, jak należy pisać oraz czego, im nie wolno. Oczywiście nie wszyscy przestrzegali niepisanych zasad. Zdarzali się cyniczni i amoralni ludzie pracujący w zawodzie, jak wszędzie. Piszący na zamówienie, w odpowiedni sposób, kłamiący za pieniądze. Ale przecież nie od dziś znamy określenie na tego rodzaju dziennikarstwo i tytuły, które publikowały takie treści.
Prasa przed cyfrową rewolucję posiadała swoje kanony i zawodowe standardy. Współcześnie również…

Nowe technologie spowodowały, że proces edycji treści stał się prostszy. DTP dało ludziom narzędzia, które pozwoliły im na wydawanie profesjonalnej gazety. Bariera wejścia na rynek prasowy uległ obniżeniu. Problemem nadal był druk, jednak rozwój sieci komputerowych spowodował, że druk przestał być potrzebny.

Kolejnym skokiem była era internetu i stron www. Technologia otworzyła kolejne drzwi dla ludzi pragnących tworzyć i publikować. Niemal każdy mógł zbudować swoją stronę www, na której mógł pisać, pisać i pisać…
W międzyczasie padała kolejna bariera. Aby pisać i publikować swoje myśli, koszmary czy nawiedzone wizje wystarczał sam komputer. Powstały pierwsze platformy blogowe. Był to początek blogosfery, której rozwój możemy obserwować obecnie.

Światu objawił swoje oblicze bloger. Świat zamarł przez chwilę w oczekiwaniu na dalszy ciąg…

Człowiek po raz kolejny otrzymał narzędzie. Pozwalające mu na rozpowszechnianie swoich myśli, idei i porannego kaca;). Nagle otwarły się wrota do tajemniczego i pełnego owoców świata mediów. Zwykły człowiek stał się medium. Już nie tylko był twórcą i tworzywem, ale stał się medium i wydawcą.

Zatrzymajmy się na chwilę.

Proces tworzenia w przypadku pracy dziennikarskiej składa się z kilku etapów. Rozwój warsztatu dziennikarskiego spowodował powstanie pewnych procedur pozwalających na utrzymanie poziomu merytorycznego czy ortograficznego publikowanych tekstów. Pozwala to na uniknięcie szkolnych błędów, wygładza pewne chropowatości tekstu, niektóre fragmenty przepisywane są od nowa. Tekst trafia do redaktora prowadzącego, edytora czy w końcu do naczelnego. W przypadku teksów, które poruszają tematy wrażliwe społecznie, czy też mogące wywołać reperkusje prawne, dziennikarz posiada za sobą całe zaplecze pozwalające mu na unikanie takich sytuacji. Lub, w przypadku, gdy materiał ma solidne podstawy źródłowe na wsparcie redakcji w przypadku potencjalnego konfliktu interesów.

Zatrzymajmy się na chwilę. Dziennikarstwo, nie mówię o współczesnym dziennikarstwie portalowym, czy też tabloidowym posiadało mechanizmy pozwalające na weryfikację materiałów dostarczanych przez dziennikarzy. Często publikacja artykułów w poczytnych tytułach miało siłę obalającą rządy, czy też sprawiające, że firmy traciły gigantyczne pieniądze. Tego rodzaju materiały pełniły ważną rolę społeczną. Pozwalały na kontrolę rządów, biznesu czy grup interesów. Afera Watergate  zapewne znacie.  Spowodowała, że prezydent USA podał się do dymisji. W tej sytuacji bez prawa prasowego i konstytucji gwarantującej wolność wypowiedzi cała sprawa zakończyła by się zupełnie inaczej. Jeśli jednak redakcja publikowała tekst posiadający nieścisłości, czy wręcz nie poparty faktami, wtedy taka redakcja ponosiła konsekwencje w postaci kar i utraty wiarygodności. Również aby pozwolić na możliwość odpowiedzi na zarzuty publikowane w prasie pojawił się mechanizm polemiki, sprostowania czy udostępnienia miejsca na publikację odpowiedzi strony w konflikcie.

W przypadku blogerów, którzy często posiadają rzesze czytelników idące w dziesiątki, a czasem w setki tysięcy nie obowiązują żadne zasady etyki zawodowej. Granicami pomiędzy, którymi poruszają się blogerzy jest poczucie uczciwości jaką posiada, przynajmniej w teorii, każdy z nas. Problem w tym, że bloger nie jest zawodem. Jest funkcją społeczną, rolą przyjmowaną w chwili w której pojawia się blog. Oczywiście, osoba pisząca bloga nie musi być w ujęciu definitywnym blogerem.

Zastanawiam się ostatnio nad zmianami jakie dotykają blogosferę. Na potrzeby tego wpisu pozwolę sobie zdefiniować blogosferę, czy też może wiele blogosfer, które są również powiązane tematycznie jako:

„Ogół blogów tworzonych przez blogerów”

Czym w takim razie jest blog? Nie wdając się w zbyt długie definicje proponuję:

„Blog: miejsce publikacji treści przez pojedynczego autora, lub grupę autorów”

Oraz technicznie:

Blog: platforma publikacji i prezentacji treści. Umożliwia edycję treści oraz ich publikację. Może występować jako samodzielny byt lub stanowić część większej całości. W takim przypadku mówimy o platformach blogowych pozwalających na publikacje wielu autorom w jednym miejscu”

Zauważyliście, że definicja techniczna jest dłuższa? Jest to oczywiste, ponieważ blog to dwie równorzędne płaszczyzny zawierające w sobie treść oraz technologię jej publikacji i prezentacji.

W kolejnym kroku należy zdefiniować blogera:

„Bloger to osoba prowadzącą działalność twórczą polegającą na regularnym lub nieregularnym publikowaniu treści będących jego autorstwa, lub przez niego autorsko opracowanych”

Definicje mają oczywiście to do siebie, że są propozycją. Mam nadzieję, że w ogniu dyskusji uda nam się ustalić wspólną płaszczyznę. Przyznam, że brakuje mi definitywnego określenia kim jest bloger. Ponieważ nie mając takiego określenia wchodzimy w obszar wprowadzający zbyt wiele subiektywności oraz, co za tym idzie dający pole do zbyt daleko posuniętej swobody.

Skoro już poruszyłem temat swobody w kontekście blogów. Przysłuchując się, czy też uczestnicząc w dyskusjach związanych z blogerami i ich rolą w mediasferze brakuje mi poruszenia istotnego, z mojego punktu widzenia tematu. Uważam, że blogerzy, których popularność często przewyższa nakłady prasy posiadają zbyt daleko posuniętą swobodę. Bynajmniej nie chodzi tutaj o wprowadzenie cenzury w jakiejkolwiek postaci. Istotniejszą sprawą dla mnie, jest odpowiedź na pytanie, czy blogerom lub blogerowi jest potrzebny kodeks etyczny pozwalający mu uniknąć wpadania w pułapkę subiektywności. Czy poruszania się w szarej strefie w której osoba pisząca bloga, kiedy może się zdarzyć, że piszący słowa znajduje się w zależności służbowej, czy też relacji towarzyskiej która powoduje pojawienie się wątpliwości do intencji piszącego.

Pozwoliłem sobie zadać pytanie kilku osobom piszącym jako blogerzy, czy znającym blogosferę, w tym zacnym gronie mam również pierwszego w Polsce ex-blogera;) Chciałem poznać ich zdanie dotyczące tematu tego wpisu.

Pytanie brzmiało: czy blogerzy potrzebują kodeksu etycznego? Oto wypowiedzi jakie uzyskałem.

Jacek Gadzinowski:
”Żaden kodeks etyczny blogera nie jest potrzebny. To co jest potrzebne to zdrowy rozsądek i szacunek wobec otoczenia. Od osób postrzeganych jako tzw. influencers po prostu wymaga się więcej. Tak jak w sporcie, od słabego zawodnika nic się nie wymaga a od dobrych zawodników gry lub sportu na pewnym wysokim poziomie. Nie wierze w odgórne uregulowania czy próby jakiejś kodyfikacji. To twory z gruntu rzeczy martwe. Raczej proponowałbym propagowanie godnej postawy i świecenie postawą wobec innych, trzymanie tzw. poziomu”

Zbigniew Brzeziński:
„Czy blogerzy potrzebują kodeksu etyki? „W sposób dla mnie oczywisty – nie. Blogowanie to swoboda , to Harley Davidson Internetu. Ode mnie – mojej wiedzy, charakteru, dynamiki, umiejętności, wad zależy to na jaki temat pisze i jak piszę. Od mojego „kręgosłupa” wyniesionego z domu, blokowiska, wspólnoty parafialnej, czy sioła zależy to w jaki sposób traktuję siłę, którą dysponuję i możliwość wyrażania siebie oraz wywierania wpływu na otaczającą mnie rzeczywistość. Największym problemem blogosfery w moim mniemaniu nie jest przy tym etyka, ale autocenzura. Nie można na tę wolność nałożyć innych „kagańców” niż te, które już mamy w sobie. Resztę zweryfikuje rynek;, chociażby odbiorcy. Bloger przecież nie funkcjonuje (jak każde inne medium) bez czytelników. Jeśli to, co robi, robi z głową to jego celem jest zawsze dokonanie zmiany społecznej (w interesującym go zakresie) i tu pełna zgoda z tezami Briana Solisa. Sieć daje duże możliwości weryfikowania danych na przykład. Jeśli ktoś nas jako czytelników – zawiedzie to poszukamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania, gdzie indziej. W Sieci wciąż szukamy ludzi, z którymi nam po drodze, którzy nas ubogacają, dają domyślenia, ciągną gdzieś wyżej. W sensie marketingowym marka to zjawisko,
które składa swoim odbiorcom obietnicę. A z obietnicami to już jest tak jak w bajce „Horton słyszy Ktosia”: „A jak słoń coś obiecuje w stu procentach dotrzymuje”. I warto być słoniem!”

Roman Zaczkiewicz:
„Uważam, że taki kodeks to zawracanie głowy. Jest w zupełności niepotrzebny. Blog to prywatne przedsięwzięcie autora, z którym może robić co zechce”

Andrzej Tucholski:
„Kodeks Etyczny blogerów jest nie do zrobienia, gdyż każdy autor ma swoje cele, swoje podejście do treści i swoje podejście do czytelników. Jedni chcą być kontrowersyjni, inni spokojni. Jedni omijają firmy, drudzy nimi żonglują. Wydaje mi się, więc, że jeśli kiedykolwiek miałyby powstać jakiekolwiek zasady to niech się odnoszą do blogerów między sobą. Moja propozycja przykazania: Nie Wspinaj Się Po Cudzych Plecach. W tej branży każdy stworzył swoją własną legendę – ani hejtowanie ani wazeliniarstwo daleko nie zawiozą”

Jakub Prószyński:
„Kodeks etyczny blogera przewija się już przez dyskusje od dłuższego czasu. Problem jest w tym, że nie ma czegoś takiego jak jednolita blogosfera, są blogosfery. Oparte na wzajemnych zainteresowaniach i często bez powiązań. Także „narzucenie” jakiegokolwiek kodeksu byłoby bardzo trudne w tak rozproszonym środowisku, z niską barierą wejścia. To raczej każdy bloger z osobna powinien sobie taki kodeks wytworzyć, żeby był spójny z tym co robi i jak go odbierają czytelnicy, niż, żeby stała nad, nim rada starszych i wytykała czego ma nie robić. Wracamy do punktu wyjścia i chyba tylko jak największa liczba spotkań blogerskich z rozmowami o standardach może coś przynieść”

Przytoczone wypowiedzi osób bezpośrednio związanych z blogosferą, dotyczące postawionego problemu dają jednoznaczną odpowiedz. Samym blogerom, czy szerzej blogosferze nie jest potrzebny żaden skodyfikowany kodeks etyczny. Sam bloger powinien rozstrzygać jak postępować etycznie. Patrząc na sens wypowiedzi nie można się nie zgodzić, że blogerzy są indywidualistami. Często z dużą dawką egoizmu i poczucia własnej wartości. Czy to źle? To już pytanie i osobowość blogera, czy można mówić o pewnych cechach wyróżniających osoby piszące blogi spośród rzesz zwykłych ludzi.

W tych okolicznościach narasta sprzeciw przeciwko obniżaniu się poziomu dyskusji publicznej. Niestety, ale w tym przypadku uważam, że większość dysput pomija podstawową kwestię. Poziom, który obserwujemy w mediach jest objawem. Jest widocznym dla wszystkich skutkiem obniżania poziomu polskiej edukacji. To symptomatyczne, że do języka potocznego weszło określenie gimbaza oraz gimbus na określenie poziomu umysłowego człowieka. Czy to nie jest dowód na to, że należy mocniej przyjrzeć się przyczynom takiego, a nie innego stanu rzeczy? Nawiązując do problemu, uważam, że należy wprowadzić do szkół samodzielny przedmiot Media lub Media i komunikacja. Oraz dodać do programu języka polskiego elementy dotyczące komunikacji w internecie, jak również form pisarskich, które są wykorzystywane w tym medium. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu. Obserwuję obniżenie się poziomu dyskusji co w moim odczuciu jest problemem szerszym i związanym z poziomem edukacji.

Nie dość tego, ale środowiska opiniotwórcze również nie dbają o poziom merytoryczny swoich publikacji. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, jednak pogoń za pieniądzem, powoduje przesunięcie ciężaru z merytorycznej informacji w kierunku rozrywki. Co powoduje, że infopapka, która jest przekazywana nie pozwala na krytyczny osąd rzeczywistości odbiorcom, ale utrzymuje ich w infosferze dość ubogiej i na dodatek wyjaławianej z wartościowych, czy problematycznych informacji. Których jedyną wartością jest uśmiech lub uniesienie brwi… Ok, zdarzają się miejsca w których mamy dostęp do wartościowych i merytorycznych treści, jednak znikają one pod masą nic nie wartych treści rozrywkowych.
Pisząc ten tekst nie spodziewałem się, że temat etyki zostanie poruszony w nieoczekiwanym kontekście… Jak zwykle życie dopisuje swój własny komentarz do postawionego pytania. Co powoduje, że pojawia się naturalna kontynuacja mojego wpisu.
Bądźcie czujni:)

12 thoughts on “Kodeks blogerów – blogerzy

  1. Łukasz Przechodzeń- Rowerowe Porady

    Moim zdaniem kodeks absolutnie nie jest potrzebny. Doprowadziłoby to jeszcze do sytuacji, że pojawi się grupa chętnych by taki kodeks specjalnie łamać.

    Żyjemy w państwie prawa (czasem kulawego, ale to inna sprawa) i niech niezawisłe sądy decydują czy coś co napisał bloger – było tego prawa naruszeniem.

    Reply
  2. Chica Mala

    Jestem tego samego zdania co większość. Kodeks się nie przyda. Prędzej słowniki języka polskiego, ortograficzne itp :-) Resztę ludzie powinni rozwiązywać wg własnego sumienia. Wiadomo, że jedni chętnie będą się wspinać komuś po plecach, a inni budować swoją markę niezależnie. Wszystko zależy od ludzkiego podejścia. Narzucanie odgórnych ról, moim zdaniem, przyniosłoby więcej szkód niż pożytku.

    Reply
    1. Matka jest tylko jedna

      Chica Mala dobrze mówi o tych słownikach ;) Moim zdaniem kodeks na razie nie jest potrzebny, nie jesteśmy aż tak popularni i większości zależy na tym samym – na zaistnieniu. Gorzej będzie, kiedy zaistniejemy i trzeba będzie myśleć o utrzymaniu się na powierzchni. Albo gorzej – kiedy zawodu blogera nasze dzieci zaczną się uczyć w szkołach. Wtedy pewnie powstanie kodeksu stanie się kwestią kilku miesięcy ;D

      Reply
      1. admin

        Właściwie, to chciałbym aby nowe formy pisarskie/dzienniakarskie były wykładane w szkołach. Podobnie jak chciałbym aby moja córka miała przedmiot dotyczący mediów. Ich konsumpcji, sposobu dyskusji w nich i tak dalej… Nie rozwiązałoby to zapewne problemu hejtowania ale mogłoby wpłynąć na liczbę takich komentarzy… Czy jestem naiwny?;)

        Reply
  3. iv

    Według mnie kodeks nie jest potrzebny, ale za to potrzebny jest odpowiedni poziom i umiejętności. Kodeks ograniczałby indywidualne podejście każdego blogera.

    Reply
    1. admin

      Hmm… Czy ja wiem. Piszemy, blogujemy, kręcimy filmy nie mając dykcji, pisząc popełniamy błędy… Czy zmienia to sposób odbioru tego co tworzymy? Możliwe, że dla części czytelników odpowiednia forma i brak błędów jest ważna. Dla innych ważniejsza będzie autentyczność;)

      Reply
  4. Van Furio

    To prawda, popełniamy błędy merytoryczne, popełniamy błędy techniczne, językowe i przeróżne inne, ale czy to wystarczający powód do tworzenia kodeksów? William Ockham pisał „nie mnóż bytów ponad miarę”. Kodeks jest zawsze pewną formą kontroli, internet z kolei jest tak wspaniałym narzędziem ponieważ owa kontrola jest tam jednak dużo mniejsza. Czy to takie straszne, że cyfrowa anarchia wymusza postawę w której winniśmy zdać się na swój rozum, własną etykę i własne umiejętności? Przecież jeśli okażą się one mierne środowisko samo nas zweryfikuje w naturalny sposób spadającą liczbą odwiedzin – proste!
    Poza tym drogi autorze czy ja się mylę czy też wyczuwam nutkę zazdrości zdegustowanego absolwenta dziennikarstwa, który zarzuca domorosłym blogerom brak dziennikarskiego warsztatu jednocześnie zastanawiając się nad fenomenem popularności naturszczyków?
    Kłaniam się !

    Reply
  5. Pingback: Warto czytać #1Behind The Waves

  6. Pingback: Warto czytać 1/2013Behind The Waves

  7. PawellN

    Lubie wracac na ta strone ale musze przyznac ze ciezko bylo ja znalezc w google, byla gdzies na 5 stronie. Przydalo by sie jej pozycjonowanie polecam wpisac w google :
    seo stronka z seo poradami
    i znajdziesz tam ciekawy i darmowy sposob na podniesienie pozycji w wyszukiwarkach

    Reply
  8. Umuzykalniony

    Moim zdaniem, taki kodeks nie jest potrzebny. Nie warto ustalać reguły i narzucać cokolwiek. Ważne by każdy umiejętnie trzymał się swoich zasad, swojego języka i dbał o to by przekaz był jasny i CZYTELNY. ;)

    Reply
    1. Przemek Staroszczyk Post author

      I tak i nie… Wiesz kodeks w zamierzeniach służy tym którzy zaczynają swoją przygodę z blogowaniem. Dla nich taka kodyfikacja będzie drogowskazem i pozwoli uniknąć podstawowych błędów. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku współpracy blogerów z firmami, niby wszystko zostało powiedziane, ale nadal obie strony popełniają szkolne błędy…;)

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *